Największy problem – wiara w myśli

image
By Pawel Rawski On wtorek, Lipiec 02 nd, 2013 · 2 Comments · In

Michał chciał mieć samochód. Miał już dość poruszania się innymi środkami transportu, a biorąc pod uwagę fakt, że sporo podróżował, chciał być bardziej niezależny. Posiadał odłożone oszczędności, jednak kwota była stanowczo za mała, by kupić coś sensownego. Pracował na etacie, i mimo że co miesiąc odkładał jakiś procent, wiedział, że sporo czasu upłynie, zanim w ten sposób zarobi na wymarzone auto. Mimo że miał jak najlepsze intencje i całkiem dobry nawyk oszczędzania, nie widział, ponieważ nie był świadom pewnych procesów, jaki nawyk tworzy nieustannie mimochodem. Za każdym razem, gdy po wypłacie robił przelew na swoje konto oszczędnościowe, skupiał się na pewnej myśli, którą powtarzał jak mantrę – „wciąż mam za mało pieniędzy, nigdy nie zarobię na ten samochód…”

Krystian miał już dość swojej nieśmiałości względem kobiet. Ponad rok temu rozstał się ze swoją partnerką, z którą był w 3-letnim związku. Miał dość bycia samemu i chciał w końcu poznać jakąś kobietę. Jego problem, jak sam twierdził, polegał na tym, że bał się je poznawać, ponieważ uważał, że i tak zostanie odrzucony. Za każdym razem, gdy widział jakąś atrakcyjną kobietę na ulicy, odpalał zupełnie nieświadomie ten sam mechanizm. Najpierw rzecz jasna musiał ją zobaczyć, co już wywoływało w nim pewne emocje, jak np. zaciekawienie i ekscytację, czasem nawet zaczynał iść w jej stronę, jednak później pozwalał sobie na ogromne ograniczenie. Mówił do siebie dialogiem wewnętrznym na zmianę trzy, niby normalnie wyglądające myśli: „ona pewnie i tak jest zajęta”, „nie mam szans u takiej laski” lub „podejdę następny razem, dziś nie mam siły i nie wiem, co powiedzieć”. I według tych myśli postępuje od kilku tygodni, co wywołuje u niego coraz większą frustrację. Ponieważ za każdym razem gdy zakłada, że to zrobi, a jego projekcja przyszłości okazuje się być inna od jego własnych czynów, denerwuje się sam na siebie, potęgując jeszcze bardziej wiarę w myśli o swojej rzekomej niskiej wartości.

Edyta właśnie wróciła ze spotkania ze swoimi trzema przyjaciółkami. Dwie z nich wyszły już za mąż, a trzecia właśnie opowiadała o swoich zaręczynach. Mając w zwyczaju nieustanne porównywanie się z innymi, kiedy za każdym razem oddawała odpowiedzialność za swoje samopoczucie na czynniki zewnętrzne, również teraz poczuła się gorsza (jakby stan cywilny mógł być jakimkolwiek wyznacznikiem dobrego lub złego samopoczucia). Jak sama twierdziła, miała pecha do facetów, a po ostatniej relacji stwierdziła, że „nigdy nie znajdzie kogoś dla siebie”. I gdyby była to jedynie myśl, która pojawia się i znika, nie byłoby problemu, jednak tu problem zaistniał, dlatego że Edyta bardzo silnie w tę myśl zaczęła wierzyć.

Co łączy te trzy historie? Jak zapewne widzisz dość prosty mechanizm, który jest stosowany przez niemalże wszystkich ludzi na tej planecie i jest przyczyną właściwie wszystkich problemów. Nazywa się wiarą we własne myśli. Zostawmy teraz tak modny w świecie rozwoju osobistego temat oświecania samego siebie, bycia przy tym Buddą, czy kimkolwiek innym z ekipy oświeconych. Bo nie o oświecaniu samym w sobie jest ten tekst.
Jedną z funkcji Twojego umysłu jest tworzenie myśli. Każda z nich może dotyczyć Ciebie, innych, przeszłości lub przyszłości. I wszystko jest naprawdę ok w momencie, gdy wiesz, że myśl to tylko myśl, taki wirtualny twór. Co ciekawsze, to Ty je tworzysz, co gorsze, często pozwalasz, by te stworzone przez Ciebie myśli były silniejsze od Ciebie, ponieważ pozwalasz się im ograniczać. Myślałeś kiedyś o tym w taki sposób?

Popatrzmy na wymienione wcześniej przykłady. Michał pielęgnował myśl „wciąż mam za mało pieniędzy, nigdy nie zarobię na ten samochód…”. Sam początek tego zdania absolutnie nie musi być ograniczeniem, wręcz przeciwnie, może być po prostu wynikiem obserwacji rzeczywistości. Ma za mało pieniędzy oznacza tylko i wyłącznie tyle, że ma ich za mało na tę chwilę, by pozwolić sobie na zakup samochodu, nic więcej, nic mniej. Jednak Michał dorabia do tego historię, która nie jest dla niego dobra, w końcu wywołuje u niego negatywne emocje. „Nigdy nie zarobię”- tutaj Michał bawi się już w jasnowidza, a właściwie czarnowidza, bo z góry zakłada, że mu nie wyjdzie. Generalizuje nawet to ograniczające przekonanie na całej linii czasu, w końcu ma to nie wyjść nigdy. Jaki więc sens może mieć robienie czegokolwiek zakładając z góry porażkę? Nie ma to sensu, jak i to, by tego sensu tam szukać. Jeśli ktokolwiek zakłada na samym starcie, że sobie nie poradzi, czy może w pełni korzystać ze swoich zasobów? Nie, bo i tak wierzy w swoje niepowodzenie.

Krystian również lubi bawić się w czarnowidztwo, jednak tutaj dochodzi jeszcze ciekawsza umiejętność jak np. czytanie w myślach- „ona pewnie i tak jest zajęta”. Nie dość, że ta myśl może absolutnie nie być zgodna z prawdą, w końcu nie podszedł i się tego nie dowiedział, a jedynie założył, że tak jest, choć mogło być inaczej. To na dodatek sama wiara w tę myśl powoduje u Krystiana blokadę przed poznaniem atrakcyjnej kobiety. „Nie mam szans u takiej laski”– to przekonanie zakłada, że Krystian stawia siebie niżej niż osoba, do której chciał podejść. To także jest częstsze niż może Ci się wydawać zjawisko. Oddanie odpowiedzialności za swoje własne samopoczucie osobie, która ładnie wygląda w danej chwili (w końcu Krystian nie wie, kim ona jest, co lubi, czego nie, jakie ma zwyczaje itp.) w końcu ocenia ją tylko i wyłącznie przez walory wizualne i mimo tego zakłada, że jest gorszy. Przy takiej myśli nawet gdyby podszedł, czy ona czułaby się komfortowo w jego towarzystwie? Niestety nie bardzo, ponieważ jego subkomunikacja, którą kobiety odczytują często na kilometr, pokazałaby to, jak niepewnym siebie jest gościem. „Podejdę następny razem, dziś nie mam siły i nie wiem, co powiedzieć”– początek tej myśli to projekcja odnośnie tego, co niby rzekomo się wydarzy i rodzaj ucieczki przed emocją, jaką jest delikatny strach. Dalej Krystian zakłada, że nie będzie widział, co powiedzieć. To również jest barierą, a sam Krystian nie wierzy w swoją spontaniczność (w końcu, czy kiedykolwiek wiedziałeś, co dokładnie od A do Z masz powiedzieć?) i zakłada, że potrzebuje gotowego tekstu, by zacząć utrzymywać rozmowę, odpowiednio nią potoczyć i utrzymać. Co również jest ogromnym ograniczeniem, ponieważ chyba żadna rozmowa nie byłaby przyjemna, gdybyśmy jedynie recytowali pewne zdania, zamiast je spontanicznie wypowiadać.

Przykład Edyty „nigdy nie znajdzie kogoś dla siebie” powstał na bazie zniekształcenia przeszłości, które zakładało, że skoro nie wyszło jej kilka razy z innymi mężczyznami, to znaczy, że w przyszłości będzie podobnie. Wyobraź sobie, co by było, gdyby dziecko uczące się chodzić miało podobne myślenie? Po kilku nieudanych próbach stawania na nogach i lądowania na tyłku (gdyby w tym wieku miało dialogi wewnętrzne), mogłoby pomyśleć np. „e tam, próbowałem kilka razy, a ciągle się przewracam, mam to gdzieś, będę się turlać do końca życia, a czasem dla zabawy połażę na czworaka”.

Nasza trójka bohaterów ma ten sam problem. Wierzy w myśli, które sami stworzyli i pozwala im się ograniczać. Oczywiście, jeśli pójdziemy za bardzo w drugie ekstremum, również może to nie być dla nas zbyt korzystne. Wtedy np. Michał mógłby wierzyć w myśl „nie mam jeszcze wystarczającej ilości gotówki, ale samochód kupię jutro” podczas gdy na koncie miałby 200 zł, a jego wymarzonym samochodem nie byłby Fiat 126p. Krystian mógłby uwierzyć, że „ gdy tylko na nią popatrzę i uwodzicielsko mrugnę oczami, będzie moja”, a Edyta- „dokładnie za 2 minuty i 34 sekundy spotkam mężczyznę swojego życia”. Czy taka wiara w myśli byłaby dla nich lepsza? Również nie. Pójście w jakiekolwiek ekstremum nigdy nie jest dobre. Znalezienie równowagi między jednym a drugim jest znacznie sensowniejsze.

Jeszcze raz. Nie chodzi o to, byś nagle przestał tworzyć myśli i stał się oświecony. Tym tekstem chciałem Cię zainspirować do pewnej wymagającej, w szczególności na początku, czynności, która może pomóc Ci w życiu i to znacznie. Obserwuj własne myśli. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by podążać za własnymi myślami automatycznie, kompletnie nie przyglądając się temu, jaka jest ich treść. Tworzymy sami tak bezsensowne ograniczenia, w które później wierzymy i stajemy się bardziej nieszczęśliwi. Wiara czyni cuda – oczywiście, że tak, bo to Ty wybierasz, w co wierzysz, jednak by to robić, najpierw zacznij się przyglądać temu, w co właściwie wierzysz. Jeśli jest to coś, co Ci sprzyja, świetnie! Jeśli jest to coś, co Cię ogranicza, to pamiętaj, że zawsze możesz przestać w to wierzyć. Masz umysł, wolną wolę, a teraz jeszcze większą świadomość, zrób z tych zasobów konkretny użytek.

Powodzenia!

2 komentarzy “Największy problem – wiara w myśli

  1. Adam

    Niestety takie tworzenie ograniczających myśli to wytwór tzw. „normalnego” wychowania.
    Funkcjonuje to na zasadzie błędnego koła, bo „powtarzamy” to wychowanie z pokolenia na pokolenie i póki w rodzinie nie znajdzie się jakaś czarna owca :-) , która myśli w pozytywny (dla odmiany) sposób, ten łańcuch raczej nie zostaje przerwany.
    No… chyba, że w końcu pojawi się moda na inne podejście, jako zjawisko ogólnospołeczne.
    Ale Polakom chyba wyjątkowo daleko do zmiany mentalności :-)

  2. Damian

    Każdy człowiek powinien uwierzyć w siebie. Im większa wiara tym wszystko łatwiej przychodzi, lecz niestety po niepowodzeniach zostaje poddana na próba. Podsumowując : nie można się poddawać

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook