Podsumowanie roku 2013… po mojemu

image
By Pawel Rawski On poniedziałek, Kwiecień 07 th, 2014 · one Comment · In

Tego typu teksty generalnie pisze się pod koniec roku. Tak robi każdy, podsumowując, rozmyślając, czasem zamykając lub zostawiając niezamknięte pewne sprawy za sobą. Nie lubię się ograniczać i być taki jak inni, stąd też do napisania tego tekstu siadłem teraz, nie wcześniej. Nie będzie to też takie podsumowanie, o jakim myślisz, że może być.

Początkowo chciałem napisać o wielu aspektach mojego życia z perspektywy roku 2013. Dotykając zarówno kwestii trenerskich, coachingowych, biznesowych i prywatnych. Jednak to by było takie normalne. Postanowiłem więc napisać o minionym roku, patrząc na niego przez pryzmat lekcji, jakie z niego wyciagnąłem. Znaczną większość z nich, poprzez eksplorowanie świata relacji damsko-męskich. Zarówno poprzez poszerzanie swojej świadomości odnośnie męskości, jak i obcowanie z tym pięknym i wciąż tak bardzo tajemniczym światem energii żeńskiej.

To nie jest zwykły tekst. Dla mnie jest bardzo osobisty. Piszę go głównie dla siebie, by za jakiś czas móc na niego popatrzeć i przypomnieć sobie, co zrozumiałem, gdzie byłem i jak wiele drogi jeszcze było, i jest przede mną. Na pewno znajdziesz też coś dla siebie, w końcu dobrze jest uczyć się na błędach i sukcesach innych ludzi. Dla części z Was może być to również niezła inspiracja. Kto wie, może również dla Ciebie.

To jedyny tekst, podczas którego pisania, czułem tak wiele, tak różnych i silnych emocji. Pojawiły się radość i satysfakcja, zadowolenie, pokora, jak i silne wzruszenie, złość i smutek. Tak jak pisałem, to naprawdę nie jest zwyczajny tekst. Kolejność nie jest tu ważna, to również nie są sukcesy ani porażki. To po prostu moje wnioski, bazujące na moim własnym, niekiedy dość trudnym doświadczeniu.

Czego więc się nauczyłem?

Przyznania do porażki
I to na wielu poziomach. Myślę, że to jedno z największych wyparć stosowanych przez mężczyzn. Freud z tego, co mi wiadomo, nie rozróżnił męskiego i żeńskiego Ego, jednak pewien podział jest widoczny. Czasem wymagało to wiele, by po prostu schować własne Ego w kieszeń i móc w 100% szczerze powiedzieć, że spierdoliłem. Nie, nie, że się nie udało, a że spierdoliłem, a czasem nawet zachowałem jak idiota. I przyznać się do tego najpierw przed sobą samym, a następnie przed kobietą, nie zawsze było czymś łatwym. Ale to gra warta świeczki. Jedną z moich wartości, którą bardzo sobie cenię, jest szczerość. W dużej mierze wzięła się stąd, że zbyt często widziałem, jak inni okłamują samych siebie, żyjąc w tak wielkich iluzjach, że ciężko to opisać. Obiecałem sobie, że przed sobą zawsze będę szczery na tyle, na ile potrafię. Następnie to samo zacząłem wprowadzać do kontaktów z innymi ludźmi. Z mojego doświadczenia wynika, że czasem jest lepiej powiedzieć wprost, co się myśli i czuje, zamiast chować to w sobie w nieskończoność. Tak, wiem, gdy czytasz te słowa możesz sobie pomyśleć, że doskonale o tym wiesz. Brawo. Pytanie: jak często się do tego stosujesz?

W tym roku, jak idzie o same porażki, czyli o bardzo nieprzyjemne zdarzenia, za które jestem odpowiedzialny, pobiłem rekord. W życiu poniosłem 3 bardzo sromotne. Dwie z nich w ubiegłym roku. Przy jednej dostało się bliskiej mi osobie. Niestety, nie potrafiłem cofnąć czasu i zmienić biegu wydarzeń. Na szczęście potrafiłem wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje.

Brania odpowiedzialności za siebie i za swoje
To takie ludzkie oddawać odpowiedzialność za swoje życie na czynniki zewnętrzne. Bo przecież to wina kraju, służby zdrowia, zusu, srusu, kobiet, mężczyzn, ojca, matki, brata, ciotki, wujka, wnuka, i tak w nieskończoność. Nie, to niczyja wina. Jednak to JA jestem odpowiedzialny za to, co wiem, co potrafię, jak żyje, jak wyglądam, ile zarabiam, jak wyglądają moje relacje i co sobą prezentuje. To ja jestem odpowiedzialny za moje życie, nikt inny. Nie jest łatwo wziąć taką odpowiedzialność na klatę w szczególności, że non stop jesteśmy uczeni czegoś zupełnie innego. W ubiegłym roku przerobiłem jednak na sobie zbyt wiele lekcji, które kosztowały mnie często ogrom czasu, niekiedy również sporo gotówki, nie wspominając już o emocjach, jakie tym doświadczeniom towarzyszyły. Im szybciej weźmiesz odpowiedzialność za swoje życie na siebie, tym szybciej będziesz w stanie wprowadzać konkretne zmiany. Co jest jednak mega ważne – bierz odpowiedzialność za swoje. Nie jesteś odpowiedzialny za to, co ktoś zrobi, nie możesz być. (Nie mówię tu o wychowywaniu dzieci, to inna bajka, nie dla mnie na ten moment). Gdy w związku dwojga ludzi druga strona coś spieprzy, odpowiedzialność za to zachowanie leży tam, nie bierz jej na siebie. Matkoteresizm u kobiet i dobrosamarytanizm u mężczyzn to cechy, które w dłuższej perspektywie czasu zamiast pomóc, szkodzą.

Akceptowania wad
Umiejętność przyznania się do nich, a jest ich sporo. Nigdy bym ich nie dostrzegł, gdyby nie świadomy kontakt z kobietami. Dziś nie mam najmniejszego problemu, by powiedzieć, z czym sobie nie radzę, z tym, że ja też mogę zabłądzić i to nie tylko nie znając drogi podczas prowadzenia samochodu. Z tym że nie znam się na wielu rzeczach i nie daje sobie z nimi rady sam i po prostu czasem potrzebuję pomocy. Nie byłem tego uczony, uczono mnie innych rzeczy. Że mam być silny, ze mam wiedzieć, że mam dawać sobie radę ze wszystkim i iść do przodu niczym supermen lecący przez skały. Tyle że to nie film, a życie. To może być dość dziwne, ale im szybciej zrozumiesz, że tylko ci silni potrafią się przyznać do swoich słabości, tym lepiej. Niestety w naszym społeczeństwie nikt nam, mężczyznom, za bardzo nie tłumaczy, o co tak naprawdę chodzi w tym wbijanym nam nieustannie archetypie silnego faceta. A szkoda, bo byłoby łatwiej.  Dziś mam głęboko w dupie, czy pomocy udziela mi dziecko młodsze ode mnie o 10 lat, czy laska, która wcale nie wygląda na taką, która by wiedział to, czego ja nie wiem.

Moje ego nie ucierpi, bo robię, ile mogę, by było zbudowane na jak najbliższym odzwierciedleniu rzeczywistości, a nie jedynie na dalekiej halucynacji i iluzji. Jak zdasz sobie sprawę z jakiejś swojej słabej strony – pogratuluj sobie! Właśnie zyskałeś jeszcze większą świadomość siebie i masz wybór, czy coś z tym zrobisz czy nie.

Czerpania radości z sukcesów
Mimo że odkąd pamiętam, kochałem cieszyć się z małych rzeczy, tak tych większych często nie potrafiłem zauważyć. Kiedyś robiłem ogromnie dużo, by móc usłyszeć od bliskiej mi osoby słowa „jestem z Ciebie dumna”, kompletnie nie zauważając, że sam nie byłem dumny z siebie. Nigdy nie pracowałem inaczej niż tak, jakbym tego chciał, dość szybko byłem co najmniej dobry w czymkolwiek, na czym mi zależało, posiadam swój własny klub rozwojowy, ściągałem ludziom fobie w czasie krótszym niż 15 minut, pomagałem im radzić sobie z traumami, z którymi nie poradzili sobie terapeuci przez kilka lat, niektórzy ludzie zmieniali swoje życie, dlatego że gdzieś na swojej drodze spotkali i posłuchali mnie  przez chwilę. Od wielu lat zagłębiałem się w świat relacji po to, by być jak najbardziej świadomym i wyjątkowym mężczyzną. Kiedyś przez myśl by mi nie przeszło, że takich rzeczy będę uczył innych. W najbardziej odjechanych marzeniach nie przypuszczałem, że będę uczył kobiet tego, czym jest kobiecość. A jednak to wszystko w pewnym sensie dla mnie zawsze było za mało. Powiedziałem sobie kiedyś, że chcę być najlepszą wersją samego siebie. Tak wiem, niby slogan rozwojowy, jednak dla mnie ma pewien sens. Nie wiedziałem jednak wtedy, jak ważna jest pewna część, o której nikt nie mówi – akceptując to, kim jesteś w tym momencie. Nie ma sensu żyć jutrem, goniąc kolejne swoje sukcesy, jeśli nie cieszysz się z tych, które są obecnie. Tak naprawdę zacząłem to rozumieć właśnie w ubiegłym roku. I jak zawsze, powiem wprost, skończ pierdolić, że ten sukces jest za mały. Sztuczna skromność, która nie ma NIC wspólnego z pokorą, jest ograniczeniem. Nie ma sensu być skromnym, ma sens być szczerym. Jeśli dziś przebiegłem dwa kroki więcej niż zazwyczaj, to dla mnie jest to sukces, jeśli dziś zrobiłem coś, czego się bałem, to dla mnie jest to sukces. I powiem wprost – nie Tobie jest to oceniać.

Ciesz się tym, co robisz i w ten zdrowy sposób, pierdol to, co mają na ten temat do powiedzenia inni. Bo będą albo Ci zazdrościć, albo projektować swoje ograniczenia na Ciebie. Bądź ponad tym. Nie z pychy i dumy, ale z satysfakcji i radości tego, co robisz. Wtedy dla innych, wcześniej czy później, możesz być ogromną inspiracją. Nawet dla tych najbardziej zagorzałych hejterów.

Akceptować ją taką, jaka jest.
Jeśli potrafiłem zacząć akceptować swoje silne i słabe strony, to naturalną koleją rzeczy stało się to, że zacząłem akceptować innych takimi, jakimi są. Zauważyłem to nie na sesjach coachingowych, a przy kontaktach z kobietami. Choć rzecz jasna, poziom prowadzonych przez mnie sesji w ubiegłym roku znacznie się podniósł, również dzięki tej umiejętności. Co znaczy akceptować drugą osobę? Nie oceniać, nie krytykować, nie porównywać się i nie doradzać. Brzmi dość łatwo, jednak by to naprawdę zrozumieć, trzeba poświęcić kilka lat pracy nad sobą. Nie jestem w stanie opisać, co się dzieje, gdy potrafimy stworzyć przestrzeń dla drugiej osoby, do tego, by była sobą. To dla mnie zdecydowanie jedna z najważniejszych umiejętności- czerpanie prawdziwej radości z możliwości poznania drugiej osoby, z każdym jednym możliwym detalem, zarówno pozytywnym jak i negatywnym.

Zastanawiające jest jak często, zupełnie nieświadomie, dewaluujemy innych, by czuć się przy nich lepszymi. Jak często krytykujemy, doradzamy, myśląc, że wiemy co dla drugiej strony jest najlepsze. A prawda jest taka, że nie możemy wiedzieć, możemy jedynie, a raczej aż, być dla tej osoby pewnego rodzaju drogowskazem. To od niej i tylko od niej zależy, w którą stronę będzie chciała podążyć.

Tego, by zostawić ją lepszą.
Pamiętam, gdy wchodziłem w temat uwodzenia, to było jedno z głównych przekonań, jakimi się kierowałem. Dziś uczę tego innych. Robiąc rachunek sumienia i analizując każdą jedną relację, jednym z moich największych sukcesów jest wkład w życie innych ludzi. I absolutnie nie chodzi mi tu o kwestie szkoleń, czy sesji, a o życie prywatne. Początkowo patrzyłem na to wyłącznie w kwestii kobiet. Bo jak każdemu, i mi zdarzyło się nie jedną zranić. Jakimś cudem jednak zawsze miałem w sobie na tyle odwagi, by po prostu przeprosić, dzięki czemu nie paląc mostów, dziś mam dobrą relację z każdą z nich. Choć nie zawsze było to łatwe, bo czasem to i ja byłem tym zranionym.  A co napawało mnie dumą, to fakt, że każda z nich mogła powiedzieć, że spotkała na swojej drodze zajebistego faceta, który rozumiał trochę więcej niż inni i nie bał się wyróżnić na tle reszty. Tak, kiedyś chciałem się tym chwalić, dziś chodzi o coś zupełnie innego. Niezależnie od tego, czy wierzymy w karmę czy nie, dobro zawsze wraca. W takiej czy innej formie, ale jednak. Wierzę, że jednym z zadań mężczyzn na tym świecie jest sprawianie, by kobiety, które spotka na swojej drodze, były szczęśliwsze dlatego, że miały okazję spotkać kogoś wyjątkowego, totalnie innego od reszty. Nie jest ważne, czy to spotkanie trwało chwilę, czy dość długo. Wg mnie to po prostu część bycia mężczyzną.

Doceniania energii żeńskiej
Byłbym skończonym idiotą, gdybym kiedykolwiek powiedział, czy nawet zażartował, że jakikolwiek mój sukces jest jedynie moim własnym rezultatem. Bo nigdy nie był. Nie byłbym dziś tu, gdzie jestem, nie potrafiłbym tego, co potrafię, nie wiedziałbym tego, co wiem, gdyby nie kobiety, jakie spotkałem w swoim życiu. Przecież nawet całą swoją przygodę z rozwojem zacząłem zainspirowany właśnie przez kobietę. Nie, to nie zawsze był dla mnie miły i łatwy okres. Tak, to zawsze był rozwojowy okres, niezależnie od tego, co słyszałem, czy co mocniejsze, widziałem z drugiej strony. I tak, to ZAWSZE był czas niesamowitej ilości lekcji, z których czerpię wiedzę dziś. Wszechświat jest tak skonstruowany, że zawsze i we wszystkim musi istnieć równowaga, a równowaga, to nic innego jak dwa bieguny energii znanych od zawsze – męskości i kobiecości.

Zaakceptowania  wypartych i nieuświadomionych cech.
Ten rok był w tym aspekcie zdecydowanie najmocniejszy. Zaczynając od nieuświadomionych przekonań wyciągniętych z wczesnych lat dzieciństwa (pewnie jeszcze nie wszystkich) po niesamowicie nieużyteczne, a jednak zmodelowane zachowania wyciągnięte również z dzieciństwa. Począwszy od „pieniądze się mnie nie trzymają”, które było powodem wielu wcześniejszych niepowodzeń w moim życiu, a skończywszy na wypartej agresji, z której za cholerę nie zdawałem sobie świadomie sprawy. Przepracowanie tych zagadnień było czymś, co pokazało mi, co to naprawdę znaczy „selfcoaching”.

By działać, a nie jedynie o tym myśleć
Odkąd pamiętam potrafiłem naprawdę dobrze kalibrować, patrzeć na kogoś przez moment i zauważyć wiele cech jego charakteru, a czasem nawet i wartości. To bardzo przydatna umiejętność, za którą jednak zapłaciłem sporą cenę. W przeszłości obserwowałem, zamiast działać. Byłem rewelacyjnym obserwatorem, często wiedziałem co i jak dokładnie zrobić, by mieć odpowiedni rezultat. Jednak zamiast działać, wolałem patrzeć. Co było spowodowane różnymi wewnętrznymi sabotażami, jak np. lękiem przed porażką, czy silniejszym u mnie, lękiem przed sukcesem i kilkoma innymi. Często czekałem na lepszy moment, wierząc, że niebawem nadejdzie. A nigdy nie nadchodził. Dopiero w ubiegłym roku po przepracowaniu tych blokad zrozumiałem, co oznacza zwrot „tu i teraz”.

Okłamywanie się, że coś ważnego powie się jutro, że komuś, na kim Ci cholernie zależy pokażesz to wtedy, gdy warunki będą sprzyjające – to jedna z największych krzywd, jakie możesz sobie wyrządzić. Wszechświat każdego dnia daje Ci ogromną ilość okazji do stworzenia sobie takiego życia, o jakim nawet nie marzyłeś. Twoim zadaniem jest je dostrzec i działać jak najszybciej. Niektóre z tych okazji mogą nie wrócić. Dziś sam nie wiem, czy nie przegapiłem kilku, naprawdę bardzo cennych. Nie czekaj więc, działaj. Choćby miało być nie wiadomo jak niewygodnie i ciężko, to w gruncie rzeczy zdziwisz się, że zazwyczaj jest o wiele lżej, tyle że Twój umysł zrobi dużo, byś wierzył w te tandetne ograniczenia.

Że męskość nie istnieje bez kobiecości i odwrotnie
Te dwa bieguny są wszędzie, gdzie tylko nie spojrzysz. Jednak bardziej praktycznie, jeśli jesteś facetem i rozwijasz w sobie jedynie pierwiastek męskiej energii, będzie Ci znacznie ciężej. Możesz zdobywać, osiągać, prowadzić i robić różne inne cuda, jednak jeśli nie otworzysz się na doznania temu towarzyszące, na przepływ tych wszystkich różnych emocji, na próżno Ci czekać, aż ona otworzy się przed Tobą w pełni emocjonalnie. To zrozumiałem głównie przez pracę z innymi. Sam natomiast byłem przypadkiem człowieka, w którym było znacznie więcej energii żeńskiej, dzięki czemu do wielu rzeczy potrafiłem podejść bardziej emocjonalnie. Lepiej rozumieć ludzi przez dobrze rozwiniętą empatię, być elastycznym i umieć się szybko dostosować. Brakowało jednak tego drugiego pierwiastka. Sporo czasu poświęciłem na to, by go w sobie rozwinąć. Prawie cały tamten rok pracowałem nad własnymi zasadami, jakimi się kieruje w życiu, nad umiejętnością podejmowania jasnych i konkretnych decyzji oraz natychmiastowego wprowadzania ich do swojego życia. Nad umiejętnością prowadzenia, która miałem jak idzie o szkolenia, gorzej jak idzie o kontakty osobiste. Patrząc z perspektywy czasu na poprzedni rok mogę śmiało stwierdzić, że wchodziłem w niego jako pewny siebie chłopak, kończyłem go jednak jako świadomy siebie mężczyzna.

Że przypadków nie ma, a wszystko jest po coś.
Nie spotykamy ludzi przypadkiem. Nie popełniamy tych samych błędów przypadkiem. Wszystko, co się dzieje, zawsze czemuś służy. I z mojego doświadczenia wynika, że te same lekcje, jeśli ich nie dostrzeżesz, będą do Ciebie wracać w nieskończoność. Czasem będą po prostu coraz silniejsze. Dziś jest dla mnie oczywiste, że jeśli ktoś w kolejnym swoim związku, popełnia te same błędy, to najwyraźniej nie popatrzył świadomie wstecz, by się czegoś nauczyć. I będzie to robił nadal, choćby nie wiadomo jak się przed tym wzbraniał, czy uciekał. Nigdy też tak bardzo jak w ubiegłym roku, nie widziałem tego, że najlepszym lustrem dla mężczyzny jest kobieta, a najlepszym lustrem dla kobiety jest mężczyzna. Jeśli nie jesteś zadowolony ze swojego życia, przyjrzyj się bardzo dokładnie relacjom, jakie tworzysz. Zdziwisz się, ile się możesz wtedy dowiedzieć na swój własny temat. Ja między innymi dlatego tak kocham temat relacji, bo eksplorując go, eksploruje jeszcze bardziej samego siebie.

Świat kobiet żyje emocjami, świat mężczyzn jest logiczny
Kobiety są z Marsa, a mężczyźni z… a pieprzyć to, słyszałeś i czytałeś tę metaforę setki razy. Więc po mojemu – kobiety żyją emocją chwili, mężczyźni żyją logiką. I mimo że wiedziałem o tym od dość dawna, rozumiałem i często potrafiłem z tego odpowiednio korzystać, tak niestety, gdy zaczynało mi zależeć za bardzo, nie potrafiłem się do tego stosować. A zawsze tak jest, że gdy nam na czymś za bardzo zależy, wtedy zaczynamy zachowywać się jak idioci. I tak też robiłem. To jedna z najcenniejszych lekcji, która wracała do mnie kilkukrotnie tamtego roku. Na całe szczęście,w końcu dotarła bardziej niż skutecznie, a od momentu, gdy zacząłem się do niej stosować non-stop, wiele interesujących rzeczy zaczęło się dziać.

Jeśli dotarłeś do samego końca tego artykułu, szczerze gratuluję. Nie wypisałem tu wszystkich lekcji z ubiegłego roku, bo to temat na co najmniej jedną książkę, jednak te, o których przeczytałeś wyżej, uznałem za ciekawe i warte wstawiania tutaj. Jeśli dały ci do myślenia lub zainspirowały do jakichś zmian, cieszę się tym bardziej.

 

Jeden komentarz “Podsumowanie roku 2013… po mojemu

  1. Bartek B.

    Inspirujesz, inspirujesz;) mało kto pisze o swoich lekcjach. Dlatego więc wielki plus. Dzięki

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook